Byliśmy, a jakby nas nie było... - Sudenci '81
Spis treści
Byliśmy, a jakby nas nie było...
Dla prawdy...
cd
cd
cd
Sudenci '81
Wszystkie strony


Studenci' 81
Tomasz Włodkowski
http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,3174101.html
2006-02-20, ostatnia aktualizacja 2006-02-20 00:00

Do dziś wśród ludzi z pierwszego łódzkiego NZS-u działa niepisana zasada, że - mimo różnych poglądów politycznych i przynależności do odmiennych ugrupowań - choćby nie wiem co, nie atakujemy się wzajemnie. I ta zasada od 25 lat nigdy nie została złamana.
Więcej

Początek 1981 roku w Łodzi, zaczyna się "Solidarne czekanie". Studenci zostają w budynkach uczelni na noc, a w ciągu dnia idą na zajęcia. Pracownicy naukowi przychodzą rano do pracy, są zaskoczeni, gdy widzą biegających po korytarzach ludzi z ręcznikami i szczoteczkami do zębów. "Solidarne czekanie" trwało kilka dni. Potem "gotowość strajkowa" i oczekiwanie na przyjazd komisji rządowej. Zajęcia przebiegają normalnie.

21 stycznia wieczorem rozmowy się załamują. Wybucha strajk. Studenci rozchodzą się do domów, by jak najszybciej wrócić na uczelnię. Już po kilkunastu minutach pierwsze grupy - ze śpiworami, kocami i materacami - ciągną w kierunku uczelnianych budynków. To niezwykły widok na ulicach wyjątkowo szarego o tej porze roku miasta. Łodzianie zaczepiają niektórych z nas, pytają "Co się dzieje?" "Strajkujemy" - odpowiadamy. Czasem słyszymy w odpowiedzi: "To się źle skończy". Mimo tych ostrzeżeń większość z nas zostaje na uniwersytecie gotowa czekać aż do skutku na wyniki rozmów. Organizują się służby strajkowe. Studenci wybierają swoich przedstawicieli do komitetów strajkowych. Rozpoczyna się pierwszy dzień strajku.

O tym strajku napisano już setki stron: jakie były nastroje wśród łódzkich studentów w przeddzień wybuchu protestu; jak przebiegały rozmowy z komisją rządową. Powstała ciekawa książka pt. "Strajk łódzkich studentów" Romana Kowalczyka, w której autor zebrał najważniejsze dokumenty o tamtych wydarzeniach. Przedstawił koleje rozmów studentów z przedstawicielami rządu, rozmawiał też z głównymi postaciami protestu. Starał się również pokazać życie codzienne strajkującej młodzieży. Ale z racji naukowego charakteru pracy, te ostatnie kwestie zostały ograniczone do minimum.

Ludziom, którzy brali udział w strajku, w pamięci najbardziej utkwiły właśnie sytuacje, związane z próbami, by wieść normalne życie w nienormalnych warunkach. Te zdarzenia są często sprowadzane do anegdoty, czyli zaczynają żyć własnym życiem, ale to właśnie one bawią i wzruszają nas do dziś.

Kiedy chłopcy i dziewczyny z tamtych lat spotykają się, zawsze w trakcie rozmowy musi pojawić się temat strajku. Pamiętam, jak zaraz po zakończeniu naszego protestu jeden z kolegów powiedział wtedy żartem: - "No teraz to przez najbliższe 25 lat będziemy mieli o czym gadać." I sprawdziło się.

Wywalczyliśmy wtedy dużo, ale nie to jest po latach tematem wspomnień, choć oczywiście zadajemy sobie sprawę z tego, że braliśmy udział w znaczących wydarzeniach historycznych, które zostawiły trwały ślad w umysłach następnych studenckich roczników, już tych, które przychodziły na studia w stanie wojennym i później. Bo to fragment historii, który zmienił życie uczelni wyższych w Polsce.

Teraz jednak - wstyd się przyznać - ale tak naprawdę: kto dziś pamięta dokładnie przebieg negocjacji? Zmieniły się przecież czasy, ludzie, uczelnie i system nauczania. Pewnie dlatego we własnym gronie nie rozprawiamy o sytuacji politycznej tamtego czasu, o strajkowych postulatach. Natomiast w każdym z nas otwiera się przestrzeń wspomnień właśnie anegdotycznych. I zaczyna się: "A pamiętasz, jak rano ludzie zawsze przynosili nam świeże pieczywo i mleko?". Studenci, którzy stali na bramce, nie mogli ukryć łez, gdy spotykali się z tak wielką życzliwością łodzian. Często prosili, by ktoś ich zastąpił, bo nie mogli poradzić sobie z emocjami. Albo jak Andrzej Mękarski w sobie tylko znany sposób załatwiał jedzenie dla strajkujących studentów i jeszcze jak Piotr Stalmaszczyk przynosił jakieś papierosy z darów. I, w zależności od marki - a, jak na tamte czasy, trafiały nam się całkiem dobre - mówił, że to "ze rzutów". Caro były "francuskie", Carmeny "angielskie", a jak raz zdarzyły się Marlboro, to oczywiście amerykańskie. Do dziś nie wiem, kto dawał nam te papierosy. Albo jak Grzesiek Grabowski opowiadał dowcip. Dowcip był długi, Grzesiek zmęczony, więc opowiadał go jeszcze dłużej niż powinien i na koniec...zapomniał puenty. Czy też jak Wojtek Dyniak, szef komitetu strajkowego w budynku filologii polskiej i angielskiej, kazał aresztować delegatów Ogólnopolskiego Komitetu Założycielskiego NZS i nie wypuszczać ich z budynku, bo mieli jakieś wątpliwości co do dalszego prowadzenia strajku. Chryja się zrobiła wtedy na całą Polskę, bo jeden z aresztowanych uciekł przez okno i poskarżył się przedstawicielom "Solidarności". Wcześniej poinformował jeszcze o sytuacji Radio "Wolna Europa". W ten sposób o tym, co się dzieje na łódzkiej uczelni, dowiedział się cały kraj. Ale strajk się jednak utrzymał, między innymi dzięki poparciu łódzkiej "Solidarności" i bezpośredniej interwencji Benedykta Czumy (działacza Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela), który przekonał członków OKZ, by dalej wspierali strajk.

No i oczywiście gada się o tym, jak jeden ze studentów przez dwie doby grał nieprzerwanie w brydża. Zmieniali się partnerzy, a on trwał na stanowisku. Później spał całą dobę. A my nasłuchiwaliśmy, czy oddycha. On się wyspał i znów chciał usiąść do gry, ale nie mógł już znaleźć partnerów. I wspominamy wypowiedź Krzyśka Perlińskiego, szefa gwardii strajkowej, którą wygłosił do ścisłego grona ludzi wchodzących w skład Uczelnianego Komitetu Strajkowego na Uniwersytecie (wszyscy w NZS): "Musimy przyjrzeć się niektórym ludziom, zobaczyć, kim są ich rodzice, z tego, co wiem, wielu z nich to dzieci działaczy partyjnych, pełniący różne, często wysokie funkcje w aparacie. Oni w decydującym momencie mogą stanąć po drugiej stronie". Zapadła cisza. Pomysł wydał się nam, delikatnie mówiąc, mało przemyślany. Poza tym, w jaki sposób mielibyśmy to zrobić, i jakie konsekwencje wyciągać, a w ogóle po co? W końcu ktoś odezwał się, pokazując na mnie: "Wiesz, ojciec Tomka jest redaktorem naczelnym "Głosu Robotniczego" (partyjny łódzki dziennik - przyp. red.). Krzysiek roześmiał się. "Świetny żart" - powiedział. "To nie dowcip, to prawda" - rzucił Piotrek Siczek. Ale Krzysiek i tak nie uwierzył. Nie uwierzył również, kiedy to potwierdziłem. "Ty zawsze z wszystkiego robisz sobie żarty" - dodał. A przecież dla wielu z nas był to czas pokoleniowego buntu, w którym granice między nami a naszymi rodzicami przebiegały właśnie w sferze polityki. To wtedy, a i później w stanie wojennym, ten bunt nabierał często dramatycznego charakteru.

I wreszcie opowieści o strajkowych romansach, po których zrywało się dotychczasowe narzeczeństwa, zawiązywały się nowe pary. Tak powstało kilka strajkowych małżeństw. "Czy Mirek i Kaśka są jeszcze ze sobą?" "Oni tak, ale parę lat temu rozstali się Anna z Witkiem." "Nie żartuj, to przecież była tak dobrana para, pamiętasz, jak on klękał przed nią na ulicy obiecując dozgonną miłość." I tak dalej i tak dalej. Te udane i nieudane małżeństwa, podobnie jak przyjaźnie, które często wytrzymały próbę czasu, to trwały i bardzo wyraźny ślad strajku. Można powiedzieć, że jesteśmy dziećmi tego strajku. I choć różnie potoczyły się nasze losy - część wyjechała za granicę, inni działali w podziemiu i potem wylądowali w polityce, jeszcze inni próbowali ułożyć sobie życie, zakładając na przykład już w latach 90. prywatne firmy, które radziły sobie ze zmiennym szczęściem - to myślę, że ten strajk dla wielu z nas był przeżyciem wyjątkowym i pozostawił na nas piętno, bo w jakimś sensie nas ukształtował.

Teraz spotykamy się znów, by powspominać. Otworzyć worek ze strajkowymi historiami.




 
projekt i wykonanie: StudioWWW

Uwaga!

Aby ułatwić użytkownikom korzystanie z serwisu oraz do celów statystycznych nasza strona używa plików cookies.Brak blokady tych plików oznacza zgodę na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Prosimy pamiętać:  każdy użytkownik może samodzielnie zarządzać plikami cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Brak zmian w ustawieniu przeglądarki taktowany jest jako  wyrażenie zgody na używanie cookies. Więcej Informacji znajdziesz na stronie Polityki Prywatności.